Jestem w domu!! Mam jednak trochę jeszcze do opowiedzenia.
Po wyjeździe z Piury zawitałam do Limy. Cały czas spędziłam z Davy. Pierwszego dnia mimo nocy spędzonej w autobusie byłam pełna energii - chyba już do tego przywykłam. Nawet całodzienny spacer mnie nie zmęczył.


Wieczorem spotkaliśmy się z Fernando.
Drugi dzień zaczął się od wizyty w ZOO. Jest ono naprawdę ogromne. Składa się z 3 części. W pierwszej znajdują się zwierzęta które można spotkać w górach,

w drugiej z dżungli, a w trzeciej standardowe zwierzęta z całego świata, które spotyka się w każdym ZOO. To było męczące.

Plaża w Limie.

Wieczorem spotkaliśmy się z Fernando.

Poszliśmy na siłownię, do której kiedyś chodził.
Głównie po to żeby zobaczyć lekcje tańca. Gdy tam weszliśmy zaczęliśmy z Davy udawać, że jesteśmy zainteresowani zapisaniem się na siłownię. Zostaliśmy oprowadzeni po wszystkich zakamarkach, a na koniec dostaliśmy trzy darmowe dni. Ja aż trzech dni nie miałam... ale jeden jak najbardziej :).


Następnego dnia z samego rana poszliśmy na super wyczerpujące zajęcia na rowerkach - ekstra :)
Później już tylko prysznic, domknięcie walizki... i na lotnisko... i tak rozpoczęła się moja najgorsza podróż w życiu...
Wszystko było super do Amsterdamu. Swoją drogą świetny widok, gdy wlatuje się z nocy w dzień! W Amsterdamie okazało się, że samolot do Londynu opóźniony jest pół godziny. Na przesiadkę w Londynie miałam tylko 1,5h...teraz już 1h. Wiedziałam już, że będzie to trudne... miałam ciągle nadzieję.
W Londynie strasznie długo czekałam na walizkę... która oczywiście przy pierwszym szarpnięciu się rozwaliła - znowu. Musiałam zmienić terminal - najpierw jeden pociąg, później drugi - i tu co zły... kapnęłam się jak pociąg wyjechał z tunelu. Nie kojarzyło mi się żeby tak było jak jechałam w tamtą stronę... znalazłam się gdzieś w Londynie. I wtedy już było wszystko stracone... Samolot odleciał - niestety beze mnie. Wróciłam na terminal - nic nie mogłam zrobić - bilety były kupowane osobno w różnych liniach... więc nie zostało mi nic innego jak spędzić noc na lotnisko i rano kupić nowy bilet... - nikomu nie życzę takiej podróży!
Jeszcze dorzucam trochę zdjęć z moich imprez i spotkań pożegnalnych w Piurze - a trochę ich było:)









I na koniec jeszcze mapka z zaznaczonymi miejscami gdzie byłam. Jeszcze trochę do zobaczenia mi zostało, więc mam po co wracać :)

No bo przecież przyjechałam żeby odwiedzić rodziców :P
To by było na tyle!