Drugi dzień był lepszy od pierwszego :). Zaczęliśmy od zwiedzania muzeum parlamentu... ale tortury to tam niezłe mieli. Później spacer chińską dzielnicą, chińsko-peruwiańskie jedzonko. Takie tam przechadzanie się po ulicach... mam nadzieję, że widać na zdęciach ten zgiełk, tłok i wszystko na raz co tam się dzieje... Najbardziej zadziwiła mnie jedna profesja... jest sobie buda, przed nią siedzi koleś i czeka na klientów... jak jakiś przyjdzie to zaczyna czyścić mu buty :P. Na koniec trafiliśmy przypadkowo na obchody święta przez jakąś wioskę. Ogólnie było to widowisko kolorowych strojów i tańców. Ponoć bardzo ciężko trafić na coś takiego, więc trochę mi się poszczęściło. Nagrywałam filmiki, ale są niestety za duże żeby je tu wrzucić. Wyglądało to świetnie. Na koniec jadłam deser. W życiu nie jadłam czegoś słodszego! Nawet ja nie dałam rady...
środa, 30 czerwca 2010
Lima dzień 2
Drugi dzień był lepszy od pierwszego :). Zaczęliśmy od zwiedzania muzeum parlamentu... ale tortury to tam niezłe mieli. Później spacer chińską dzielnicą, chińsko-peruwiańskie jedzonko. Takie tam przechadzanie się po ulicach... mam nadzieję, że widać na zdęciach ten zgiełk, tłok i wszystko na raz co tam się dzieje... Najbardziej zadziwiła mnie jedna profesja... jest sobie buda, przed nią siedzi koleś i czeka na klientów... jak jakiś przyjdzie to zaczyna czyścić mu buty :P. Na koniec trafiliśmy przypadkowo na obchody święta przez jakąś wioskę. Ogólnie było to widowisko kolorowych strojów i tańców. Ponoć bardzo ciężko trafić na coś takiego, więc trochę mi się poszczęściło. Nagrywałam filmiki, ale są niestety za duże żeby je tu wrzucić. Wyglądało to świetnie. Na koniec jadłam deser. W życiu nie jadłam czegoś słodszego! Nawet ja nie dałam rady...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz