środa, 30 czerwca 2010

Lima dzień 1










Jeeee, w końcu dostęp do neta :). A tak w ogóle to dostęp mam nieograniczony, więc piszcie do mnie kiedy tylko macie ochotę!
To zacznę od mojej dłuuugiej podróży, która przebiegła na szczęście bez komplikacji. Czas leciał wolno, ale dało rade. W Limie czekało na mnie kilka osób z transparentem IAESTE, ku mojemu zdziwieniu jedna dziewczyna była blondynką... okazało się, że ze Szwajcarii :)
Zawieźli mnie na miejsce moje noclegu, czyli w domu peruwiańskiej babiczki :). Czułam się tam jakbym przeniosła się w lata siedemdziesiąte... ogólnie ekstra. Właścicielka bardzo miła i mimo, że nie znała angielskiego, a ja hiszpańskiego to jakoś dałyśmy rade. Następnego dnia lokalny komitet zabrał mnie na małe zwiedzanie. Widziałam jakieś kościoły, piłam lokalnego drinka z Pisco i Machu Picchu (kolorowy na zdj),
dotarliśmy do oceanu, a skończyliśmy w klubie, w którym grali koncert jazzowy.
Ludzie w Limie przeemili :)
Jedna z dziewczyn była 2 lata temu na praktyce w Łodzi, i była na Baywatchu w Gdańsku :), wiec sobie powspominała...
Druga z nich przyjechała z Hiszpanii na praktykę
A trzecia, tak jak wspomniałam ze Szwajcarii, ale nie na praktyce.
Jeśli chodzi o chłopaków to jeden z nich był na praktyce w Szwajcarii, drugi się dopiero wybiera.
Trzeci był w Hiszpanii, gdzie poznał troche polskiego, bo były tam 2 dziewczyny z Polski
A czwarty jest z Piury :)

1 komentarz:

  1. Kasia jak będziesz przypadkiem na jakichś piramidach do wrzucaj foty :D i opisy :D pozdro

    OdpowiedzUsuń