środa, 30 czerwca 2010

Przyjazd do Piury








Ja to chyba nigdy się nie ogarne! Do ostatniego momentu Victor nie dawał mi biletu na autobus z Limy do Piury... aż do czasu jak jechaliśmy taksówką na stację... i co? Bilet został w Taxi!! buuu :/ Na szczęście w momencie jak mieliśmy wyrabiać duplikat, taksówkarz oddał bilet w okienku... ehh
Droga była trochę dłuższa niż przypuszczałam... 14 h, ale spoko poszło, prawie wszystko przespałam. Powiem tak, trafiłam świetnie. Mieszkam u rodzinki, którym niezłe się powodzi, młodsze pokolenie zna angielski, a starsze ma na celu nauczyć mnie hiszpańskiego :) oby się udało... bo za dużo sobie nie pogadam.
Mały spacer po Piurze i...... pierwsza przejażdżka mototaxi :D zazdrościcie co?
Jutro zaczynam praktyke :)

4 komentarze:

  1. Suuuper fotki!!!!zwiedzaj ile sie da,korzystaj z tych wszystkich dni do woli,poucz sie troszke ,a na koniec wracaj do nas cala ,zdrowa i pelna wrazen,Buzka Slicznotko nasza:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli nie miałaś wyboru wynajmu mieszkanka i dali Cię do peruwiańskiej rodzinki? Dobrze zrozumiałam?
    Jeśli tak, to bardzo fajnie, ja cenię sobie podobne doświadczenia, które miałam kiedyś we Francji. Tylko czekać kiedy zaczniesz na współlokatorów narzekać ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. wyboru nie miałam :P mówisz, że zaczne? :P hehe

    OdpowiedzUsuń