W piątkowy wieczór w końcu miałam okazje być na dyskotece w Piurze - Queens, o której dużo się nasłuchałam. Potańczyłam przy dźwiękach latynoskiej muzyki. Nic dziwnego, że w sobotę rano ciężko było wstać, żeby wybrać się wraz z Chiri do pobliskiego miasteczka Catacaos, w którym znajduje się rynek, gdzie można kupić dosłownie wszystko - mydło i powidło :). Począwszy od jedzenia, płyt, mnóstwa biżuterii, wyrobów ze skóry, wazoników, a skończywszy na wypchanych zwierzętach.
Ja oczywiście skupiłam się na kupnie kolczyków




Po przejściu całego rynku wzdłuż i wszerz pojechaliśmy mototaxi do oddalonego o kilka kilometrów miejsca. Znajdowały się tam ruiny, zamieszkałe niegdyś przez lud Tallan. Ruiny nie były tak okazałe jak te w Trujillo i nie one głównie przyciągnęły moją uwagę. Po zakupieniu biletów okazało się, że naszymi przewodnikami po ruinach będą dzieci :). Dwóch chłopców, jeden max 5 lat - Alberto, drugi koło 10-11 - Jorge. Najpierw poszliśmy do prowizorycznego muzeum, gdzie opowiedzieli historię każdego eksponatu, a później na przechadzkę po piaskowych ruinach.










Na koniec ciekawostka: wiedzieliście, że peruwiańskie psy nie mają sierści? Są całkiem gołe, w związku z tym nie za piękne :). Skubaniec niestety odwrócił głowę. Rasa nazywa się viringo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz