czwartek, 15 lipca 2010

Opus Dei








Uniwersytet, w którym mam praktykę jest ściśle powiązany z Opus Dei - pewnie każdy z was słyszał o tej katolickiej organizacji. Nazwa ta budziła we mnie mieszane uczucia, po przeczytaniu książki Dana Browna. Przedstawiona jest ona tam w bardzo złym świetle. Starano mi się wytłumaczyć, że wszystko to, co jest tam napisane to stek bzdur. Głównym celem organizacji jest szerzenie wiary i pomaganie ludziom. Miałam okazję uczestniczyć dzisiaj w wielkim święcie dla uczelni, a mianowicie przyjechał główny kapłan Opus Dei, prosto z Rzymu. Przygotowania do spotkania trwały już od jakiegoś czasu. Cały uniwerek został dokładnie wysprzątany, a przed budynkiem głównym stanęła scena i całe morze plastikowych krzeseł. A zapomniałam dodać najważniejszego - cała uczelnia miała w ten dzień wolne :). Wahałam się - iść czy nie iść. Na początku chciałam wykorzystać ten dzień jako wolny od pracy, a później stwierdziłam, że to jest bardzo ważne dla wszystkich ludzi tutaj (ostatnie takie spotkanie było 14 lat temu) i jednak pójde. Było całe mnóstwo osób. Oczywiście nic nie rozumiałam z tego co tam mówili i moim głównym zajęciem było robienie zdjęć i uważanie na pawie, które akurat upatrzyły sobie gałązkę tuż nad nami, a jak taki paw na ciebie narobi... :). Na szczęście uszłam z życiem. A na zdjęciach możecie zobaczyć Majo i Denisse, z którymi mieszkam w jednym domu oraz Pia i pawie na drzewie - tylko trochę słabo widać. Resztę dnia spędziłam korzystając ze słońca :)
W Polsce też przypieka co??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz