niedziela, 4 lipca 2010

Pierwsza lekcja salsy




Większość soboty spędziłam na słońcu... mam nadzieję, że po tych dwóch miesiącach tutaj nie będę się tak bardzo odróżniać od reszty :P. Trochę się przypiekłam, ale na zdjęciach tego na szczęście nie widać. Wieczorem Majo - dziewczyna, która wynajmuje pokój w tym samym domu co ja, zabrała mnie na imprezę ze swoimi znajomymi. W końcu miałam szanse zobaczyć, jak bawią się Peruwiańczycy w moim wieku. I co? szoku kulturowego nie przeżyłam. Piją, palą, tak jak my... a może więcej? Z tego co widziałam, to chyba byłam jedyną niepalącą. Impreza była naprawdę spoko. Ja starałam się nie przeginać z alkoholem, bo przecież jestem nowa... Na koniec usłyszałam, że to chyba ściema, że Polacy tak dużo piją :P. Uczyli mnie tańczyć salsę, fajowo :). Ciągle zadziwia mnie ilość żelu, jaką potrafią nałożyć sobie na włosy, zarówno dziewczyny, jak i chłopacy, oczywiście nie wszyscy :). Na koniec imprezy jak już nikomu się nic nie chciało, wdałam się w gadkę o polityce... wiem, że to trochę do mnie nie podobne :P. Rozmawialiśmy między innymi o tym, że dziś są w Polsce wybory na prezydenta - wszyscy wiedzieli o katastrofie lotniczej - aż jeden chłopak stwierdził, że on nie wierzy w demokracje. Spytałam dlaczego - wiecie, że wybory w Peru są przymusowe? Masakra jakaś. Jeśli ktoś nie chce głosować to musi zapłacić karę w wysokości ok 100$. Kampania wyborcza wygląda tu tak, że kandydaci jeżdżą do wsi, gdzie mieszkają głównie niewyedukowani ludzie, dają im ziarno, albo coś tam innego i mówią, żeby na nich głosowali. Oni oczywiście to robią... tak to wygląda.

2 komentarze: