niedziela, 18 lipca 2010

Pustynia i skamieliny

Mimo, że niedziela jest dniem odpoczynku rozpoczęła się ona dla mnie bardzo wcześnie. Budzik zadzwonił o 5 rano. Umówiłam się z Chiri na 6. Wybrał się z nami jeszcze jego kolega Gerardo, przez wszystkich zwany Lalo :). Jak wychodziłam z domu było jeszcze ciemno. Najpierw taksówką na stację, później autobusem do miasta Sullana, tam złapaliśmy samochód. Ludzie dorabiają sobie na przewozach osób, wszystko ok, ale jechaliśmy w 5 osobowym combi w ósemke (2 z przodu + kierowca, my w trójke z tyłu i 2 w bagażniku). Bosz, jak oni jeżdzą! Momentami serce podchodziło mi do gardła, jak wyprzedzaliśmy na trzeciego, maksymalnie ścinaliśmy zakręty i takie tam. Dobrze, że w najgorszych momentach nie wiem ile było na liczniku. Szczęśliwie udało nam się dojechać do miasteczka Huaca.

Znajduje się tam małe muzeum historii naturalnej, a właściwie wszystkiego co zostało znalezione na pobliskiej pustyni. Oprócz imponujących skamielin, liczących po kilkaset tysięcy lat, są tam również ceramiki ludów żyjących przed Inkami. W miejscu gdzie teraz jest Peru w prehistorii był ocean, więc można znaleźć wiele skamielin zwierząt morskich.

Po obejrzeniu wszystkich eksponatów wybraliśmy się z panem paleontologiem na wycieczkę w poszukiwaniu skamielin. Na początku było spoko, dosyć wiało, więc nie zdejmowałam swetra.

Niestety po jakimś czasie wiatr ustał i zrobiło się niesamowicie gorąco. Po jakiejś godzinie marszu znaleźli pierwsze kawałki kości. Dla mnie nie różniących się zbytnio od normalnych kamieni. Jestem zadowolona, że znalazłam swoją małą skamieniałą muszelkę, którą oczywiście zabrałam :).

W sumie to muszelek było tam od groma :). Chodziliśmy jakieś 3 godzinki dopóki nie zrobiło się piekielnie gorąco i nie zrobiliśmy się strasznie głodni.

Do Huaca zabraliśmy się wszyscy stopem ciężarówką przewożącą paliwo :). Tam zahaczyliśmy się na obiad, a później tą samą trasą, z równie nieostrożnym kierowcą, a później autobusem to Piury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz