wtorek, 10 sierpnia 2010

Cel 1: Lima

Jak w poniedziałkowy wieczór wsiadłam w autobus w Piurze, tak we wtorkowy poranek wysiadłam w Limie. Na dworcu autobusowym Oltursy czekała na mnie Majo wraz z tatą i bratem. Zabrali mnie do swojego domu. Po lunchu wybrałyśmy się z Majo na spacer. Najpierw trafiłyśmy do parku przyjaźni, w którym znajduje się zabytkowy pociąg. Nie odmówiłyśmy sobie oczywiście przejażdżki. :)
Przespacerowałyśmy się po parku, w którym było dosyć tłoczno ze względu na święto niepodległości Peru,
wypiłyśmy po małym pisco sour,
pokarmiłyśmy "rybki"
i wybrałyśmy się do chyba najładniejszej dzielnicy Limy - Miraflores.
Lima jest przeogromna - aby gdziekolwiek się dostać trzeba poświęcić na to przynajmniej godzinę. Na miejscu spotkałyśmy się z koleżanką Majo z liceum Pią.
kto by pomyślał, że na miejscu spotkamy też... Shreka? :)
Na koniec wycieczki po Limie dotarłyśmy na wystawę masek z różnych zakątków Peru

i jeszcze zdjęcie na moście

Wieczorem około 23 dotarłyśmy z powrotem do domu. Po poprzedniej nocy w autobusie padałam z nóg. Szczególnie przerażała mnie myśl, że następnego dnia muszę wstać o 5.30, aby o 7.00 być na lotnisku. Więc bez marudzenia położyłam się spać w Majo pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz