Przespacerowałyśmy się po parku, w którym było dosyć tłoczno ze względu na święto niepodległości Peru,
wypiłyśmy po małym pisco sour,
pokarmiłyśmy "rybki"
i wybrałyśmy się do chyba najładniejszej dzielnicy Limy - Miraflores.
Lima jest przeogromna - aby gdziekolwiek się dostać trzeba poświęcić na to przynajmniej godzinę. Na miejscu spotkałyśmy się z koleżanką Majo z liceum Pią.
kto by pomyślał, że na miejscu spotkamy też... Shreka? :)
i jeszcze zdjęcie na moście
Wieczorem około 23 dotarłyśmy z powrotem do domu. Po poprzedniej nocy w autobusie padałam z nóg. Szczególnie przerażała mnie myśl, że następnego dnia muszę wstać o 5.30, aby o 7.00 być na lotnisku. Więc bez marudzenia położyłam się spać w Majo pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz