sobota, 14 sierpnia 2010

Cel 3: Puno i jezioro Titicaca

W niedzielny poranek wsiadłyśmy z Naomi do autobusu w kierunku Puno. Droga zajęła jakieś 7 godzin, więc bardzo krótko. Po południu wysiadłyśmy na stacji i od razu poczułyśmy różnice temperatur. Titicaca jest najwyżej położonym jeziorem świata, dokładnie na wysokości 3812 m n.p.m. Ma to swoje konsekwencje też w temperaturze jaka tam panuje. Pomyślałam o tym wcześniej i pożyczyłam kurtkę zimową. Plan na pierwszy dzień w Puno zrealizowałyśmy w 15 min. po przyjeździe. A mianowicie miałyśmy poszukać noclegu na pierwszą noc oraz wykupić wycieczkę po jeziorze na dzień następny. Na stacji jest wiele biur, których przedstawiciele próbują zgarnąć turystów. Szybko trafiłyśmy do hostelu. Poszłyśmy na spacer po mieście. Puno samo w sobie nie jest zachwycające. Ale ze względu na to co można zobaczyć na jeziorze, warte odwiedzenia.
Tego właśnie wieczoru stało się to, na co czekałam od przyjazdu do Peru... poszłyśmy do restauracji i zamówiłam ŚWINKĘ MORSKĄ! Po tutejszemu CUI.
Naomi zamówiła też niestandardowe danie - Alpaca (pamiętacie zdjęcia z lamami w Cusco? - to właśnie Alpaca'i). Niestety szczerze mówiąc się rozczarowałam. Cui w ogóle mi nie smakowała, a poza tym nie miała prawie wcale mięsa - sama skóra i małe kości. Wyszłam z restauracji tak samo głodna jak weszłam. No ale trzeba było spróbować.

Następnego ranka zaczęła się nasza wycieczka po Titicaca.
Do portu dojechałyśmy podstawionym autobusem, a później wsiadłyśmy na łódkę.
Tam poznałyśmy grupę z którymi spędziłyśmy następne dwa dni. Były to jakieś 22 osoby, większość w wieku dwudziestu kilku lat i jak się okazało zdecydowana większość to Francuzi.
Ale doczekałam się tu drugiej rzeczy - spotkałam Polkę! Fakt, że ma męża Francuza i od ładnych paru lat mieszka we Francji, ale mogłam z nią pogadać po polsku! - Fajne uczucie po dłuższej przerwie :). Mieliśmy przewodnika, który wszystko co mówił tłumaczył najpierw na angielski, a później na francuski.
Po pierwszej godzinie płynięcia dotarliśmy do wysp Floating Islands. Są to sztuczne wyspy zbudowane przez ludzi z trzcin, które rosną w pobliżu.
Na wyspie, na której zatrzymaliśmy się przez jakaś godzinę mieszka 5 rodzin. Nasz przewodnik wraz z mieszkańcem wyspy wytłumaczył nam w jaki sposób są one budowane.
Na spodzie układane są bloki z ziemi wraz z korzeniami, połączone linami, a na nie warstwami układane uschnięte trzciny. Jak się chodzi po takiej wyspie ma się trochę wrażenie, że się zapada, ale tylko trochę :)
Ci ludzie naprawdę tam mieszkają! Zajmują się głównie rybołówstwem i dbaniem, żeby wyspa się nie rozpłynęła. Kobiety gotowaniem i robótkami ręcznymi. Co 4 tygodnie musi być dokładana kolejna warstwa trzcin. Dzieci dopływają codziennie do szkół w Puno.
Odwiedziliśmy jeszcze jedną taką wyspę.

Po następnych dwóch godzinach dopłynęliśmy to naturalnej tym razem wyspy Amantani, na której mieliśmy nocować... ale o tym za chwilę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz