Zawiózł mnie na Miraflores i to był bardzo dobry wybór. znalazłam sobie miejsce w miłym parku i tak przesiedziałam te kilka godzin, zahaczając oczywiście o McDonalda :)
Niestety na sam koniec mojego czekania, usiadł za mną chłopak z gitarą i zaczął grać i śpiewać, a głos miał niezły. Szkoda, że na sam koniec. Zaczęliśmy rozmawiać i później pomógł mi złapać taksówkę z powrotem na stację. Nie było to takie proste, nie wiem czemu nikt nie chciał tam jechać, zajęło to jakieś pół godziny.
I tak kolejną noc spędziłam w autobusie, tym razem do Chiclayo. Ile zaoszczędziłam na noclegach :). W Chiclayo byłam o 9 rano. Czekał już tam na mnie Chiri :). Skończyło się moje samotne podróżowanie. Po małych trudnościach zostawiliśmy bagaże w domu jego kolegi, szybki prysznic i na miasto. W Chiclayo znajdują się dwa ważne muzea kultury prekolumbijskiej. Nie jestem fanką muzeów, no ale trzeba było je odwiedzić. Jedno jest mniejsze więc szybko poszło.
W okolicach Chiclayo znajdują się również ruiny, a że mieliśmy jeszcze czas do autobusu to pojechaliśmy tam. Niestety najpierw zaczęliśmy wspinać się na jakąś górkę, na której nic nie było i przez to jak dotarliśmy na miejsce to było już zamknięte :)
O 20 wsiedliśmy do kolejnego autobusu (moja 3 noc z rzędu) prosto do Chachapoyas. Powiem szczerze, że ta noc była najgorsza, kolejnej bym już nie przeżyła!
A tak wygląda kanapka z kurczakiem, którą dostaliśmy w ramach kolacji w autobusie. Widzicie tą ilość kurczaka? hehe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz