wtorek, 17 sierpnia 2010

Cel 5 i 6: znów Lima i Chiclayo

Kolejne dwa dni mam jakby wyjęte z życiorysu, bo spędziłam je w autobusie. Jak wieczorem wsiadłam w Arequipie, tak po 16 h byłam w Limie. Tego samego dnia miałam kolejny autobus, więc w Limie miałam tylko ośmiogodzinną przerwę. Ponieważ byłam tam tylko na chwilę, nie chciałam nikogo fatygować z odbieraniem mnie i w ogóle. Po odebraniu bagażu nie miałam za bardzo pomysłu co ze sobą zrobić... zaczęłam po prostu iść przed siebie, ciągnąc za sobą 20 kilo bagażu. Szłam tak długo aż... popsuła mi się walizka :). Stwierdziłam, że to trochę bezsensu i złapałam taksówkę. Powiedziałam taksówkarzowi, z pomocą przechodniów, że chcę do najbliższego McDonalda :).
Zawiózł mnie na Miraflores i to był bardzo dobry wybór. znalazłam sobie miejsce w miłym parku i tak przesiedziałam te kilka godzin, zahaczając oczywiście o McDonalda :)
Niestety na sam koniec mojego czekania, usiadł za mną chłopak z gitarą i zaczął grać i śpiewać, a głos miał niezły. Szkoda, że na sam koniec. Zaczęliśmy rozmawiać i później pomógł mi złapać taksówkę z powrotem na stację. Nie było to takie proste, nie wiem czemu nikt nie chciał tam jechać, zajęło to jakieś pół godziny.
I tak kolejną noc spędziłam w autobusie, tym razem do Chiclayo. Ile zaoszczędziłam na noclegach :). W Chiclayo byłam o 9 rano. Czekał już tam na mnie Chiri :). Skończyło się moje samotne podróżowanie. Po małych trudnościach zostawiliśmy bagaże w domu jego kolegi, szybki prysznic i na miasto. W Chiclayo znajdują się dwa ważne muzea kultury prekolumbijskiej. Nie jestem fanką muzeów, no ale trzeba było je odwiedzić. Jedno jest mniejsze więc szybko poszło. Drugie jest wielkie i nie można było mieć aparatu :/Po pół godziny oboje zaczęliśmy się nudzić, ale jakoś dobrnęliśmy do końca :)
W okolicach Chiclayo znajdują się również ruiny, a że mieliśmy jeszcze czas do autobusu to pojechaliśmy tam. Niestety najpierw zaczęliśmy wspinać się na jakąś górkę, na której nic nie było i przez to jak dotarliśmy na miejsce to było już zamknięte :)Ale udało mi się zrobić jedno zdjęcie przez płot :)
O 20 wsiedliśmy do kolejnego autobusu (moja 3 noc z rzędu) prosto do Chachapoyas. Powiem szczerze, że ta noc była najgorsza, kolejnej bym już nie przeżyła!
A tak wygląda kanapka z kurczakiem, którą dostaliśmy w ramach kolacji w autobusie. Widzicie tą ilość kurczaka? hehe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz