sobota, 21 sierpnia 2010

Chachapoyas i Kuelap

No i przyszła pora na ostatniego posta z mojej długiej podróży.
Nie zawsze należy wierzyć informacji turystycznej. Pani powiedziała nam, że aby dostać się do Kuelap'u - ruin w pobliżu Chachapoyas trzeba pojechać jednym z samochodów odjeżdżających o 3.30. Posłuchaliśmy pani i zaledwie po 4 godzinach snu wstaliśmy o 3. Znaleźliśmy miejsce z którego odjeżdżają samochody, poczekaliśmy na komplet pasażerów i ruszyliśmy w drogę. Kuelap znajduje się jakieś dwie godziny od Chachapoyas, więc jest to dobra okazja do nadrobienia snu. Niestety nie było to takie proste... droga była strasznie kręta i wyboista. W samochodzie tak trzęsło, że nie udało mi się nawet zdrzemnąć. Dojechaliśmy na miejsce jakoś po piątej i co się okazało? Wszystko było jeszcze pozamykane, a samochody z turystami przyjeżdżają zazwyczaj w południe. Mogliśmy spokojnie przespać całą noc i dojechać tam o normalnej godzinie, a nie w środku nocy. Musieliśmy poczekać do 7.30. Na szczęście są ludzie, którzy wstają mega wcześnie i poczekaliśmy w jakiejś pseudo restauracji. Mogliśmy kupić tam śniadanie, jednak mieliśmy ze sobą tyle jedzenia, że poprosiliśmy tylko o herbatę. Awokado z bułką - pycha :)
Kuelap miał być otwarty o 7.30 niestety jak tam doszliśmy to było ciągle zamknięte. Znaleźliśmy miejsce gdzie świeciło słońce i tam poczekaliśmy - w cieniu było zimno.
Jakoś po 8 w końcu kupiliśmy bilety i mogliśmy wejść do środka.
Kuelap są to ruiny kultury Chachapoyas. Forteca ta została zbudowana około 1000 r n.e. Odkryta całkiem niedawno, w drugiej połowie XX wieku.
Forteca jest ogromna, a jest do niej tylko jedno wąskie wejście. Było to zabezpieczenie przed innymi ludami chcącymi podbić miasto.
Całe wnętrze fortecy wypełnione jest pozostałościami po okrągłych domkach. W połączeniu z roślinnością wygląda to naprawdę zjawiskowo. Te czerwone kwiaty rosną na drzewach tak jak u nas jemioła. Szkoda, że jemioła nie jest taka ładna :)
Tak jak wspomniałam, byliśmy pierwszymi turystami tego dnia odwiedzającymi te ruiny, a że wstaliśmy o 3 byliśmy mega zmęczeni. Po krótkiej przechadzce po fortecy, znaleźliśmy się na jej skraju. Podziwiając widok na góry usiedliśmy na trawie a później... zasnęliśmy. Ile osób może powiedzieć, że spała w fortecy sprzed tysiąca lat? :)
Obudziło mnie słońce, bo w międzyczasie zaczęło nieźle przygrzewać. Postanowiliśmy, że czas wracać, bo o 19 tego samego dnia mieliśmy autobus powrotny do Chiclayo. Żeby nie było za nudno chcieliśmy wrócić inną drogą, z drugiej strony fortecy i zejść do miasta Tingo, a stamtąd złapać samochód do Chachapoyas. Do Tingo prowadziła górska ścieżka cały czas z górki przez dwie godziny. Stwierdziliśmy, że ok. Na początku było spoko. Po godzinie zaczęłam się zastanawiać, że gdzieś między górami w dole powinno być widać to miasteczko. Szliśmy, szliśmy i nic. Minęło półtorej godziny, dwie i dalej nic. Słońce parzyło niemiłosiernie, było akurat południe. Góry miały czerwony kolor, wyglądały jakby miało zaraz spłonąć. Gdzieś po dwóch i pół godzinie zobaczyliśmy na dole domy. Niestety dojście do nich zajęło nam jeszcze jakieś 40 min. Cała droga zajęła nam ponad 3 godziny. Na szczęście szybko złapaliśmy samochód i po godzinie byliśmy z powrotem w Chachapoyas. Zdążyliśmy się jeszcze zdrzemnąć przed wyjazdem. O 19 wsiedliśmy w autobus i jakoś przed 6 rano byliśmy w Chiclayo. Godzina przerwy i ostatni mój trzygodzinny przejazd autobusem do Piury. Na miejscu byliśmy koło 10. Czułam się nawet jakbym wracała do siebie, to chyba dobrze, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz