Przedostatni weekend miałam dosyć spokojny. Tutejszy komitet do tej pory składał się, tak naprawdę z dwóch osób - Maribel i Victora, przynajmniej tyle poznałam. Postanowili jednak poszerzyć swoje grono i całkiem niedawno zorganizowali spotkanie, na którym starali się zainteresować IAESTE nowe osoby. I właśnie w sobotę był grill zapoznawczy z nowymi członkami. Jedzonko było bardzo smaczne i czas bardzo milo nam upłynał.



W niedziele natomiast wybrałam się z młodszą częścią mojej peruwiańskiej rodziny na festyn, zorganizowany w kampusie szkoły podstawowej i średniej dla chłopców. Poszła z nami również moja nowa współlokatorka, która jest Chinką (do tej pory miałam sama pokój). Nie potrafię powtórzyć jej chińskiego imienia, ale ciekawostką jest, ze Chińczycy przybierają tutaj nowe imiona i tak , jej hiszpańskim imieniem jest Gema. Przyjechała do Peru, aby uczyć na uniwerku chińskiego.
Festyn wyglądał jak każdy inny, coś tam grali i śpiewali. Naszym głównym zajęciem było stanie w kolejkach za jedzeniem.
Na zdjęciu: Majo, ja, Felipe, Gema, Armando

Najpierw jedliśmy anticuchos - szaszłyki zrobione z krowich serc (nie żartuje), całkiem smaczne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz