Wyjechaliśmy w sobotę kolo południa. Droga zajęła nam jakieś 4 godziny. Pierwsze co to zamówiliśmy cebiche, później pokręciliśmy się trochę po stoiskach. Tak jak przy naszych plażach jest ich wiele. Można na nich jednak kupić bardziej zaskakujące rzeczy: kapelusze zrobione z łupin kokosów albo liści palmowych
Następnie trzeba było znaleźć jakiś nocleg, najlepiej tani. Zajęło nam to dość sporo czasu. Nie wiedzieliśmy za bardzo gdzie iść i jak się okazało wybraliśmy zły kierunek. No ale po dłuższej chwili zawróciliśmy się i znaleźliśmy pokój za 20 soli za noc.
Jak się ogarnęliśmy ze wszystkim poszliśmy na spacer. Postanowiłam, że czas spróbować dziwnych, dla mnie, owoców. Zaczęłam od picia wody z kokosa.
którego później trzeba było rozłupać
i zjeść :)
Później kupiłam pepino,
a następnego dnia papaya'e.
Niestety nie miałam szczęścia, bo kupiłam jakieś o dziwnym smaku, które nie były najlepsze :/
Wieczorem po spacerze wzdłuż morza wypiliśmy z Chiri piwo przy ognisku i potańczyliśmy.
Niedziela upłynęła mi jak tradycyjny dzień każdego plażowicza. Rano spacer, lunch - cebiche, plaża, spacer, kolacja, pub.






Pelikany



Następnego dnia z samego rana jechaliśmy do Tumbes, ale o tym później :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz