czwartek, 8 lipca 2010

Gas Station Party





Wczoraj, w końcu mogłam zobaczyć to, o czym wszyscy mówili mi od jakiegoś czasu. A mianowicie picie na stacji benzynowej MEGA :)! Serio! Młodzi ludzie zbierają się wieczorami... ale nie kilka, czy kilkanaście - kilkadziesiąt osób stoi zaraz przy stacji pije browary, śmieje się, jak to zwykle bywa. Jest to zwyczajne miejsce spotkań, zamiast pubów, czy barów. Beka co? Kilka razy przejeżdżała obok nas policja i nic. Można tu robić to, za co zwykle dostaje się u nas mandaty. Policja nawet się nie zatrzymała. Ludzi było sporo, a ponoć zwykle bywa więcej. Zrobiłam kilka fotek, ale było ciemno więc niewiele widać. Burro miał urodziny, więc w ogóle fajnie. Na zdjęciach: Burro, Victor :)
W weekend jadę do Trujillo, a co :P

środa, 7 lipca 2010

Praktyka



Teraz mogę napisać trochę więcej o mojej praktyce. Pracuję na uniwersytecie przy projekcie badawczym dotyczącym pozyskiwania biopaliwa z mikroalg. Temat bardzo ciekawy i też tak to wygląda. Nie powiem, że zawsze mam co robić, póki co, ale w większości siedzę w laboratorium i robię sztuczną wodę morską, albo coś dolewam, przelewam. Ludzie z którymi pracuję, nie znają angielskiego, więc czasami jest zabawnie. Nie wiem jak, ale jakoś się dogadujemy, na takim poziomie na jakim trzeba. Mam swój pokoik, w którym jest piekarnik w którym jak są wypiekane mikroalgi to trochę zajeżdża, komputer, więc jak aktualnie nie mam zajęcia to zawsze się znajdzie. Obok budynku chemii budowane są bioreaktory i stawy, w których hodowane będą mikroalgi na większą skalę, bo póki co tylko skala laboratoryjna. Ale mam się załapać :). Jak sobie wyjrzę przez okno to zawsze jakieś ciekawe zwierzątko się trafi: stado sarenek, wiewiórki (dużo), kolorowe ptaszki czy jaszczurki. Mam nadzieję, że uda mi się im zrobić kilka fotek. No i często słychać iiiiiihhhhaaaaaaa, iiiiiihhhhhhaaaaaaaa osiołka.
Każdego tygodnia mam robić co innego, więc zobaczymy co będzie dalej. Dołączam fotki z naszego laboratorium. Tak wygląda hodowla mikroalg. Najpierw zaszczepiane są najmniejsze kolbki, później przelewane są do większych, na końcu do dużych butelek. Po wszystkim opadają na dno, a później są wypiekane. Jeszcze nie wiem jak zrobić z tego paliwo, ale się dowiem :)
A w ogóle to mogę już napomknąć o moich planach. Na przełomie lipca i sierpnia wybieram się na tripa po Peru :) mam już nawet jeden bilet - potrzebnych jest hmm, dużo.

niedziela, 4 lipca 2010

Pierwsza lekcja salsy




Większość soboty spędziłam na słońcu... mam nadzieję, że po tych dwóch miesiącach tutaj nie będę się tak bardzo odróżniać od reszty :P. Trochę się przypiekłam, ale na zdjęciach tego na szczęście nie widać. Wieczorem Majo - dziewczyna, która wynajmuje pokój w tym samym domu co ja, zabrała mnie na imprezę ze swoimi znajomymi. W końcu miałam szanse zobaczyć, jak bawią się Peruwiańczycy w moim wieku. I co? szoku kulturowego nie przeżyłam. Piją, palą, tak jak my... a może więcej? Z tego co widziałam, to chyba byłam jedyną niepalącą. Impreza była naprawdę spoko. Ja starałam się nie przeginać z alkoholem, bo przecież jestem nowa... Na koniec usłyszałam, że to chyba ściema, że Polacy tak dużo piją :P. Uczyli mnie tańczyć salsę, fajowo :). Ciągle zadziwia mnie ilość żelu, jaką potrafią nałożyć sobie na włosy, zarówno dziewczyny, jak i chłopacy, oczywiście nie wszyscy :). Na koniec imprezy jak już nikomu się nic nie chciało, wdałam się w gadkę o polityce... wiem, że to trochę do mnie nie podobne :P. Rozmawialiśmy między innymi o tym, że dziś są w Polsce wybory na prezydenta - wszyscy wiedzieli o katastrofie lotniczej - aż jeden chłopak stwierdził, że on nie wierzy w demokracje. Spytałam dlaczego - wiecie, że wybory w Peru są przymusowe? Masakra jakaś. Jeśli ktoś nie chce głosować to musi zapłacić karę w wysokości ok 100$. Kampania wyborcza wygląda tu tak, że kandydaci jeżdżą do wsi, gdzie mieszkają głównie niewyedukowani ludzie, dają im ziarno, albo coś tam innego i mówią, żeby na nich głosowali. Oni oczywiście to robią... tak to wygląda.