sobota, 17 lipca 2010

Catacaos

W piątkowy wieczór w końcu miałam okazje być na dyskotece w Piurze - Queens, o której dużo się nasłuchałam. Potańczyłam przy dźwiękach latynoskiej muzyki. Nic dziwnego, że w sobotę rano ciężko było wstać, żeby wybrać się wraz z Chiri do pobliskiego miasteczka Catacaos, w którym znajduje się rynek, gdzie można kupić dosłownie wszystko - mydło i powidło :). Począwszy od jedzenia, płyt, mnóstwa biżuterii, wyrobów ze skóry, wazoników, a skończywszy na wypchanych zwierzętach.
Ja oczywiście skupiłam się na kupnie kolczyków


Po przejściu całego rynku wzdłuż i wszerz pojechaliśmy mototaxi do oddalonego o kilka kilometrów miejsca. Znajdowały się tam ruiny, zamieszkałe niegdyś przez lud Tallan. Ruiny nie były tak okazałe jak te w Trujillo i nie one głównie przyciągnęły moją uwagę. Po zakupieniu biletów okazało się, że naszymi przewodnikami po ruinach będą dzieci :). Dwóch chłopców, jeden max 5 lat - Alberto, drugi koło 10-11 - Jorge. Najpierw poszliśmy do prowizorycznego muzeum, gdzie opowiedzieli historię każdego eksponatu, a później na przechadzkę po piaskowych ruinach.


Na koniec ciekawostka: wiedzieliście, że peruwiańskie psy nie mają sierści? Są całkiem gołe, w związku z tym nie za piękne :). Skubaniec niestety odwrócił głowę. Rasa nazywa się viringo.

piątek, 16 lipca 2010

Imprezka ogródkowa







Wczoraj wieczorem zebrało się w ogródku za domem trochę osób. Była to raczej spokojna posiadówa niż szalona impreza, ale stwierdziłam, że jest to dobry moment na wyciągnięcie naszej rodzimej Żubrówki, którą przytachałam w bagażu. Dość długo czekałam na odpowiedni moment :). Zakupiłam niezbędny sok jabłkowy. Wódka oczywiście wszystkim bardzo smakowała, do tego stopnia, że na koniec wyjęli ze środka trawe i... ją zjedli :P
Impreza skończyła się dla mnie przed 4, ledwo wstałam do pracy, ale co tam :)

czwartek, 15 lipca 2010

Opus Dei








Uniwersytet, w którym mam praktykę jest ściśle powiązany z Opus Dei - pewnie każdy z was słyszał o tej katolickiej organizacji. Nazwa ta budziła we mnie mieszane uczucia, po przeczytaniu książki Dana Browna. Przedstawiona jest ona tam w bardzo złym świetle. Starano mi się wytłumaczyć, że wszystko to, co jest tam napisane to stek bzdur. Głównym celem organizacji jest szerzenie wiary i pomaganie ludziom. Miałam okazję uczestniczyć dzisiaj w wielkim święcie dla uczelni, a mianowicie przyjechał główny kapłan Opus Dei, prosto z Rzymu. Przygotowania do spotkania trwały już od jakiegoś czasu. Cały uniwerek został dokładnie wysprzątany, a przed budynkiem głównym stanęła scena i całe morze plastikowych krzeseł. A zapomniałam dodać najważniejszego - cała uczelnia miała w ten dzień wolne :). Wahałam się - iść czy nie iść. Na początku chciałam wykorzystać ten dzień jako wolny od pracy, a później stwierdziłam, że to jest bardzo ważne dla wszystkich ludzi tutaj (ostatnie takie spotkanie było 14 lat temu) i jednak pójde. Było całe mnóstwo osób. Oczywiście nic nie rozumiałam z tego co tam mówili i moim głównym zajęciem było robienie zdjęć i uważanie na pawie, które akurat upatrzyły sobie gałązkę tuż nad nami, a jak taki paw na ciebie narobi... :). Na szczęście uszłam z życiem. A na zdjęciach możecie zobaczyć Majo i Denisse, z którymi mieszkam w jednym domu oraz Pia i pawie na drzewie - tylko trochę słabo widać. Resztę dnia spędziłam korzystając ze słońca :)
W Polsce też przypieka co??

niedziela, 11 lipca 2010

Trujillo - plaża Huanchaco




Na koniec zwiedzania wybraliśmy się na plażę. Ogólnie nie robi dużego wrażenia, oprócz łodzi ustawionych przy brzegu (hiszpańska nazwa: caballitos de totora - "totora seahorses") i znacznie większych fal na ocenie, niż na naszym skromnym morzu :). Łodzie te są nadal używane przez rybaków, a robione wciąż w ten sam sposób co kilkaset lat temu. Wieczorem poszliśmy do najlepszego klubu w mieście :). Wstęp był baaardzo drogi, ale było warto. Bawiliśmy się świetnie do samego rana przy latynoskiej muzyce (salsy lekcja druga) :). Następnego dnia, po zebraniu się do kupy zdążyłam już tylko na autobus do Piury...

Trujillo - Chan Chan










Miasto z ok. 1300 roku. Znajdowały się w nim mieszkania, świątynie, zbiornik wodny, cmentarze, ulice były tylko korytarzami. Ruiny mają średnio 2 metry wysokości, niegdyś miały ponad 10. Gdy ktoś się zgubił podążał w stronę wyznaczoną przez ptaki na ścianach, które prowadziły do wyjścia. My musieliśmy szukać rybek. Przed nami było kilka grup dzieci z peruwiańskich szkół. Za każdym razem jak je wyprzedzaliśmy to mówiły do mnie chórem hheeelllooo :). Ruiny są przeogromne. Do zwiedzania jest udostępnione jakieś 10 %. I tak można się nachodzić i przy okazji opalić. Ja oczywiście przegięłam.

Trujillo - Huaca de la Luna







Świątynia należąca do kultury Mochica (sprzed ok 1000 lat). Piramida składająca się z 7 poziomów. Każdy poziom to grobowiec jednego króla. Ściany ozdobione są wizerunkami ich głównego boga. Wszytko robi ogromne wrażenie, zdjęcia tego nie oddają. Wokół świątyni znajdowało się całe miasto. Znaleziono wiele szkieletów, po których widać, że serca zostały wyrwane - trwają badania archeologiczne. Za niedobre sprawowanie ludzie byli spuszczani z pobliskiej góry, a raz na jakiś czas król pił krew swoich poddanych. Trafiłam niestety do grupy z hiszpańskojęzycznym przewodnikiem. Rodrigo starał mi się jednak co nieco opowiadać. W pobliskim muzeum znajdują się ceramiki znalezione na tym terenie. Niestety nie mogłam robić zdjęć.

Trujillo







Na pierwszą wycieczkę wybrałam się do jednego z większych miast Peru - Trujillo, położonego 6 h autobusem na południe od Piury - to naprawdę niewielka odległość. Zatrzymałam się tam w domu sympatycznej rodziny jednego z kolegów Victora, Rodrigo. Wyjechałam w piątek o północy, dotarłam o 6.20 w sobotę. Na stacji czekał na mnie zaspany Rodrigo. Rozpoznałam go po geście odbierania telefonu, gdy zaczęłam do niego dzwonić :). Pojechaliśmy taksówką do domu, zapoznałam się z jego mamą i młodszym bratem i oczywiście poszłam spać, bo było jeszcze straasznie wcześnie. Po śniadaniu zwiedzanie. W Trujillo jest na co popatrzeć. Tutaj zdjęcia centrum miasta i w domu, reszta w kolejnych postach. Statua na środku symbolizuje wolność.